Lato mija spłukiwane powoli strugami deszczu. Dnia ubywa i chłód bardziej skłania ku jesieni. Stada bocianów już dawno zniknęły z okolicznych pól. Zostało kilka, które dojadają przed wyruszeniem w daleką drogę. Niestety nie wszystkim będzie dane odlecieć na wakacje do Afryki...
Dwa tygodnie temu pod bramą wjazdową kręcił się bociek. Robił to w taki sposób, jakby chciał dostać się na podwórze. Żona chcąc zrobić mu z bliska kilka fotek podeszła do płotu, za nią podbiegły psy. Bociek widząc je wziął nogi za pas i zaczął uciekać na pole, jednak nie udało mu się odbiec dalej niż kilka kroków. Potknął się i przewrócił na grzbiet. Biedaczysko nie miał siły wstać, więc tylko machał długimi łapkami w powietrzu usiłując obrócić się na brzuch. Widać było, że jest bardzo osłabiony. Podszedłem do niego od tyłu i zarzuciłem mu na głowę koszulkę. Z zasłoniętą głową zrobił się spokojniejszy. Złożyłem mu skrzydła wziąłem pod pachę i zaniosłem do garażu. Przez godzinę siedziałem z boćkiem na kolanach, w tym czasie żona starała się znaleźć jakąś pomoc przy użyciu telefonu i komputera...
Jak to bywa w naszym pięknym kraju, dość szybko ustaliła, że nikt nie jest zainteresowany losem boćka. Zoo w Zamościu mimo obowiązku przyjęcia każdego dzikiego zwierzaka w potrzebie, wypięło się na nas pierwsze. Po nim jeszcze kilku weterynarzy, "to nie ich teren, mają umowę podpisaną tylko z sąsiednią gminą, nasza gmina w ogóle nie interesuje się takimi sprawami"...
Zaczęło się już ściemniać, a bociek ubrany w moją koszulkę czekał na jakiś ratunek. Dopiero rozmowa z panem z ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt pozwoliła na podjęcie działań. Bociek został zamknięty w garażu. Odpoczął na moich kolanach i już samodzielnie kroczył pomiędzy kosiarką i skuterem wszystkiemu przyglądając się ciekawie. W tym czasie pognaliśmy osiołkiem do miasta po jedzenie dla boćka. Pan z ośrodka od razu uprzedził, że polowanie na żaby, to kiepski pomysł. Stereotyp jak w przypadku jeża, który w malowankach dla dzieci występuje z jabłkiem wbitym w kolce, które niby to idzie konsumować. Nic z tych rzeczy. Jeża z boćkiem łączy wspólna pasja do dżdżownic, ślimaczków, świerszczy i myszy...
Kajtek, bo tak go nazwaliśmy, nie chciał jeść sam. Drobiowe podroby lądowały wszędzie, tylko nie w jego żołądku. Raczej przypadkiem połknął kilka kawałków i został na noc w garażu. Rankiem został do karmienia złapany. W otwartym delikatnie dziobie lądowały drobne kawałki surowego mięsa, a bociek do przełknięcia był zmuszany masowaniem podgardla. Woda z glukozą wstrzykiwana przy pomocy strzykawki dość szybko postawiła go na nogi. Po trzech noclegach w garażu, czwartego wieczora Kajtek głośnym pukaniem dzioba w bramę oznajmił, że chce spać na zewnątrz.
Stosunki z naszymi zwierzakami poukładał sobie dość szybko. Happy przyzwyczaiła się już do różnych stworzeń bywających na odludziu, więc bocian jej nie zdziwił. Frędzel próbował go sobie ustawić, ale dostał łupnia. Kajtek rozpostarł szeroko skrzydła, przez co zwiększył swoje rozmiary w dość prosty sposób, kłapanie długim dziobem wystarczyło, Frędzel szybko zrezygnował z wojennych zapędów. Koty na wszelki wypadek trzymają się od Kajtka z daleka. Nie interesuje ich to skrzydlate stworzenie, coś wielkości wróbla ma optymalną wielkość, a ten przerośnięty na czerwonych łapach, zasłania tylko kawałek nieba...
Przez tydzień karmienie Kajtka dwa razy dziennie wyglądało podobnie. Na początek biegaliśmy sobie, on przede mną, a ja za nim. Kiedy obaj mieliśmy już dość, a może nawet ja bardziej, Kajtek popełniał niby specjalnie błąd taktyczny i "dawał" się złapać. Niektórzy twierdzą, że w trosce o moje zdrowie... Potem bociek lądował na moich kolanach, szeroko otwierałem mu dziób, a żona wkładała do niego pożywienie skrapiając je od czasu, do czasu witaminami dla gołębi (dla boćków nie produkują).
W ten sposób Kajtek zaczął wracać do zdrowia. Na gniazdo wybrał sobie szczyt piwniczki, bo tylko tam ma siłę się wdrapać na własnych nogach. Pewnego dnia sam zaczął jeść położone na piwniczce jedzenie i pic wodę z wiadra. Osiągnęliśmy więc naszym uporem jakiś sukces...
Od kilku dni Kajtek domaga się jedzenia stukając dziobem w drzwi na tarasie. Od wczoraj przybiega też wtedy, gdy żona woła psy na michę. Na szczęście nie gustują w swoim pożywieniu wzajemnie, więc nie dochodzi do kłótni.
Patrząc w Kajtkowe oczy widać w nich wielką mądrość, zapewne zostanie z nami na zimę. Tylko ja głowię się jak zbudować mu zimowy dom na szczycie piwniczki...
środa, 27 sierpnia 2014
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Urlop
Przyszedł wreszcie taki dzień, kiedy nie musimy pędzić skoro świt do pracy. Zaczynamy urlop. Nie oznacza to jednak, że dwa tygodnie spędzimy nad wodą pośród spragnionych słońca, piwa i lodów współplemieńców. Urlop służy do głębszego odpoczynku na odludziu. Polega to mniej więcej na codziennym ogarnianiu otoczenia. Na które to czynności w codziennej gonitwie nie ma czasu. Odpoczywamy więc pracując od świtu do zmierzchu i przesiąkamy odludziem na wskroś.
Prawie skończona konstrukcja wiaty czeka na ustawienie na betonowych słupkach. Do tej pory radziliśmy sobie wyłącznie siłami naszej trzyosobowej załogi. Konstrukcję skleciłem sam z sosnowych bali o przekroju 20x20cm. Robią wrażenie, nie da się ukryć. I jest co dźwigać. Spasowanie wszystkich elementów obrabianych ręcznie piłką i dłutem jest czaso i pracochłonne. Do tego osadzanie słupa ważącego 60kg, po to, by za chwilę go sposobem wydostać z wrębu wymaga sporo siły. Na szczęście żonglerkę słupami mam już za sobą. Pozostało ustawienie konstrukcji do pionu i przykrycie dachem. Większość ludzi patrząc na leżącą na boku kratownicę z bali nie wyobraża sobie, że da się to zrobić bez pomocy dźwigu. Postaram się zrobić to własnymi siłami zaprzęgając do pomocy dorobek ludzkości z dziedziny fizyki, kilka bloczków i linek...
Nie zbudowałem domu, budynek gospodarczy pomagali mi zbudować inni, to przynajmniej wiatę postawię sam. Trzeba się mieć czym chwalić ;)
A publika jest i owszem. W każdą niedzielę, na skuterach, rowerach, samochodami i pieszo, niby bez celu zaglądają na odludzie tambylcy z okolicznych wsi. Permanentna inwigilacja, ale domyślam się, że takie zjawisko jak miastowi radzący sobie już trzeci rok w niesprzyjających warunkach, może budzić ciekawość. Niech im tam, za pięć lat będą mogli podziwiać jedynie trzymetrowy żywopłot i szczyty dachów...
Fotek na razie nie będzie, bo nie ma kiedy robić. Uzupełnimy zimową porą.
Pozdrowienia z odludzia.
Prawie skończona konstrukcja wiaty czeka na ustawienie na betonowych słupkach. Do tej pory radziliśmy sobie wyłącznie siłami naszej trzyosobowej załogi. Konstrukcję skleciłem sam z sosnowych bali o przekroju 20x20cm. Robią wrażenie, nie da się ukryć. I jest co dźwigać. Spasowanie wszystkich elementów obrabianych ręcznie piłką i dłutem jest czaso i pracochłonne. Do tego osadzanie słupa ważącego 60kg, po to, by za chwilę go sposobem wydostać z wrębu wymaga sporo siły. Na szczęście żonglerkę słupami mam już za sobą. Pozostało ustawienie konstrukcji do pionu i przykrycie dachem. Większość ludzi patrząc na leżącą na boku kratownicę z bali nie wyobraża sobie, że da się to zrobić bez pomocy dźwigu. Postaram się zrobić to własnymi siłami zaprzęgając do pomocy dorobek ludzkości z dziedziny fizyki, kilka bloczków i linek...
Nie zbudowałem domu, budynek gospodarczy pomagali mi zbudować inni, to przynajmniej wiatę postawię sam. Trzeba się mieć czym chwalić ;)
A publika jest i owszem. W każdą niedzielę, na skuterach, rowerach, samochodami i pieszo, niby bez celu zaglądają na odludzie tambylcy z okolicznych wsi. Permanentna inwigilacja, ale domyślam się, że takie zjawisko jak miastowi radzący sobie już trzeci rok w niesprzyjających warunkach, może budzić ciekawość. Niech im tam, za pięć lat będą mogli podziwiać jedynie trzymetrowy żywopłot i szczyty dachów...
Fotek na razie nie będzie, bo nie ma kiedy robić. Uzupełnimy zimową porą.
Pozdrowienia z odludzia.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Letnie przesilenie
Trudno znaleźć chwilę wolnego czasu, żeby poskładać myśli i napisać coś sensownego. Pozbieranie zaległych wydarzeń, też nie jest łatwe.
Najciekawiej zakończyliśmy działalność programową w klubie. Przedszkole "Słoneczko" w ramach zakończenia roku szkolnego wystawiło spektakl muzyczny "Mały Książę" na podstawie książki Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Półtorej godziny przedstawienia zakończyła owacja na stojąco.
Poniżej kilka wspaniałych fotek Pana Jacka Kosińskiego, który z poświęceniem starał się utrwalić piękne chwile.
Najciekawiej zakończyliśmy działalność programową w klubie. Przedszkole "Słoneczko" w ramach zakończenia roku szkolnego wystawiło spektakl muzyczny "Mały Książę" na podstawie książki Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Półtorej godziny przedstawienia zakończyła owacja na stojąco.
Poniżej kilka wspaniałych fotek Pana Jacka Kosińskiego, który z poświęceniem starał się utrwalić piękne chwile.
Przedstawienie zostało także utrwalone w postaci filmu. Gdy pojawi się tylko w sieci zamieszczę do niego link.
czwartek, 29 maja 2014
Efekty uboczne
Dziś kilka efektów ubocznych mojej pracy. Można zrobić kilka fajnych fotek mając dostęp do miejsc, gdzie nie każdy może podejść.
poniedziałek, 12 maja 2014
Proste rzeźby ogrodowe własnej produkcji w wersji dla opornych- część pierwsza.
Zwykłe stolarstwo dla osób niezwiązanych z tematem jawi się niczym
dosyć skomplikowany zawód. Gdy do stolarki dochodzi jeszcze obróbka zdobnicza
drewna, to już jest robota dla rzeźbiarza. Nic bardziej mylnego. Każdy, kto
posiada odrobinę zacięcia może robić rzeczy niepowtarzalne, nie tracąc przy tym
sporych pieniędzy. Oczywiście jakieś podstawowe narzędzia trzeba posiadać, ale
nie koniecznie muszą to być dłuta za kilka tysięcy.
Do prac, jakie zwykle wykonuję
wykorzystuję piłę łańcuchową, nie musi być spalinowa. Elektryczna jest o wiele
lżejsza i bardziej poręczna. Mała szlifierka kątowa, to raczej też standard w
przydomowym warsztacie. Do tego wiertarka, o młotku i innych zwyczajnych, prostych narzędziach pisać chyba nie trzeba.
W uzupełnieniu można jeszcze
dodać wyrzynarkę, choć nie jest niezbędna, to przydaje się przy wycinaniu
wzorów w deskach.
Jako materiał służą mi różne
kawałki drewna. Od zwykłych pniaków, które kupiłem jako drewno opałowe, poprzez
deski szalunkowe po konary przyciętych drzew owocowych.
Oto przykład na wykorzystanie
kawałka orzechowego drewna, które miało skończyć jako opał, a zostanie
przerobione na świecznik.
Najprostszym sposobem na wykonanie rzeźby jest użycie szlifierki kątowej zaopatrzonej w wyleniałą szczotkę drucianą i tarczę listkową.
Obróbka drewna orzechowego przy pomocy dłut, to poważne wyzwanie. Przy użyciu kątówki, to już zwykła przyjemność.
Najprostszym sposobem na wykonanie rzeźby jest użycie szlifierki kątowej zaopatrzonej w wyleniałą szczotkę drucianą i tarczę listkową.
Obróbka drewna orzechowego przy pomocy dłut, to poważne wyzwanie. Przy użyciu kątówki, to już zwykła przyjemność.
Przy pracach ze szlifierką zaopatrzoną w szczotkę drucianą trzeba być ostrożnym. Do tego bez środków ochrony osobistej lepiej nawet nie zaczynać roboty. Potrzebne będą okulary przeciwodpryskowe, ochronniki słuchu, maseczka przeciwpyłowa i rękawice robocze.
Prace najlepiej wykonywać na zewnątrz, ponieważ obróbka drewna przy użyciu tarczy, czy szczotki daje spore ilości drobnego pyłu i dymu.
"Rzeźbienie" zaczynamy od obejrzenia wybranego kawałka drewna. W trakcie pracy powinniśmy brać pod uwagę jego kształt, ułożenie słoi, ewentualne wady, jak ślady po szkodnikach, zawoje i sęki. Ponieważ nasza rzeźba ma mieć charakter organiczny, a nie oddawać konkretnego kształtu, musimy brać pod uwagę to, co podpowiada nam sam materiał. Reszta, to kwestia naszej wyobraźni. Niektóre elementy podkreślamy i uwydatniamy, innych pozbywamy się szlifując głęboko. Ponieważ nasze dzieło nie będzie odzwierciedlało konkretnego kształtu, czy przedmiotu nie musimy dbać o zachowanie stosownych proporcji. Jedyne o czym, należy pamiętać, to wykonanie rzeźby w taki sposób, by mogła stabilnie stać bez dodatkowych zabiegów, które mogłyby wpłynąć na jej ostateczny wygląd.
Szczotki drucianej używamy w miejscach, gdzie chcemy tylko podkreślić ślad dłuta. Oczywiście jeśli chcemy pozostawić powierzchnię w naturalnej fakturze, bo tak nam podpowiada wyobraźnia, to łączymy takie miejsca delikatniejszymi żłobieniami. Tarcza listkowa zbiera spore ilości materiału, więc używamy jej w miejscach, które wymagają głębszej obróbki.
Poniżej kilka fotek, na których widać poszczególne etapy pracy. Dalszą część prac opiszę, kiedy znajdę chwilkę czasu na dokończenie świecznika. Nie jest łatwo fotografować w trakcie pracy, więc i czasu potrzeba na to troszkę więcej
Prace najlepiej wykonywać na zewnątrz, ponieważ obróbka drewna przy użyciu tarczy, czy szczotki daje spore ilości drobnego pyłu i dymu.
"Rzeźbienie" zaczynamy od obejrzenia wybranego kawałka drewna. W trakcie pracy powinniśmy brać pod uwagę jego kształt, ułożenie słoi, ewentualne wady, jak ślady po szkodnikach, zawoje i sęki. Ponieważ nasza rzeźba ma mieć charakter organiczny, a nie oddawać konkretnego kształtu, musimy brać pod uwagę to, co podpowiada nam sam materiał. Reszta, to kwestia naszej wyobraźni. Niektóre elementy podkreślamy i uwydatniamy, innych pozbywamy się szlifując głęboko. Ponieważ nasze dzieło nie będzie odzwierciedlało konkretnego kształtu, czy przedmiotu nie musimy dbać o zachowanie stosownych proporcji. Jedyne o czym, należy pamiętać, to wykonanie rzeźby w taki sposób, by mogła stabilnie stać bez dodatkowych zabiegów, które mogłyby wpłynąć na jej ostateczny wygląd.
Szczotki drucianej używamy w miejscach, gdzie chcemy tylko podkreślić ślad dłuta. Oczywiście jeśli chcemy pozostawić powierzchnię w naturalnej fakturze, bo tak nam podpowiada wyobraźnia, to łączymy takie miejsca delikatniejszymi żłobieniami. Tarcza listkowa zbiera spore ilości materiału, więc używamy jej w miejscach, które wymagają głębszej obróbki.
Poniżej kilka fotek, na których widać poszczególne etapy pracy. Dalszą część prac opiszę, kiedy znajdę chwilkę czasu na dokończenie świecznika. Nie jest łatwo fotografować w trakcie pracy, więc i czasu potrzeba na to troszkę więcej
![]() |
| Pniaczek gotowy do obróbki. Prawda, że nic nadzwyczajnego? :) |
![]() |
| Zamiast kompletu dłut- kątówka z prawie łysą szczotką drucianą. |
![]() |
| Tarcza listkowa 115mm z oznaczeniem P40, do poważniejszej roboty. |
![]() |
| Szczotka pozostawia nadpalone ślady. Żeby wykonać takie dłutem, trzeba się trochę napracować. |
![]() |
| Nawet szczotka potrafi dość głęboko wgryźć się w twarde drewno. |
![]() |
| Tutaj już obróbka tarczą listkową, część poprzeczna drewna, to naprawdę twardy orzech do zgryzienia... |
![]() |
| Efekt pół godziny pracy. |
![]() |
| Jeszcze godzinkę i całość będzie można pomalować lazurą do drewna. |
wtorek, 6 maja 2014
Dzień Ziemi
Nie jest łatwo zachować chronologię wpisów przy sporej ilości zajęć. Tak właśnie zdarzyło się w przypadku Dnia Ziemi jaki dzieciaki z przedszkola uczciły imprezą plenerową w otoczeniu klubu. Zaczęło się od zbierania śmieci. Kilka sporych worków powędrowało do kontenera, później uczyliśmy się rozpalać ogniska przy użyciu krzesiwa i szkła powiększającego. Niby prosta rzecz, a jakie robi na dzieciakach wrażenie. Do tej pory widzieli to tylko w wykonaniu Bear'a Gryllsa na Discovery ;) Przy okazji porozmawialiśmy sobie o tym, gdzie ognisk rozpalać nie wolno.
Najatrakcyjniejszym punktem zabawy było pieczenie kiełbasek.
Na pamiątkę naszego spotkania posadziliśmy drzewko, małą lipę.
I jeszcze pamiątkowa fotka na koniec.
Już jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie. Tym razem będą prawdziwe indiańskie podchody, i śpiewanie harcerskich piosenek przy ognisku...
Najatrakcyjniejszym punktem zabawy było pieczenie kiełbasek.
Na pamiątkę naszego spotkania posadziliśmy drzewko, małą lipę.
I jeszcze pamiątkowa fotka na koniec.
Już jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie. Tym razem będą prawdziwe indiańskie podchody, i śpiewanie harcerskich piosenek przy ognisku...
niedziela, 4 maja 2014
Majówka
Podtrzymywanie tradycji opanowaliśmy do perfekcji. Dwa pierwsze majowe dni zwykle spędzamy od świtu do zmierzchu pracując wokół domu. Poza ogólnym ogarnianiem otoczenia, porządków wszelakich wreszcie udało mi się skończyć huśtawkę.
Aż sam się dziwię jak wygodnie siedzi się na gołych deskach. Obok huśtawki stanął stół, ława... nie wiem jak to nazwać. W każdym razie rzeźbione w dębowym pniu. Było z tym troszkę roboty, bo waży koło setki i nie bardzo chciał współpracować.
Zbytnio nie przesadziłem ze "zdobieniami". Najzwyczajniej wykorzystałem to co podpowiadał sam układ słoi. Zaletą tego pniaka jest to, że byle wiatr go nie przewróci, niestety w konfrontacji z nieuważnym przechodniem wygra drewno.
W uzupełnieniu do poprzedniego posta Frędzel we własnej postaci.
Dziś pokazał swój talent wokalny- śpiewał w duecie z syreną ochotniczej straży pożarnej. Do the voice of poland muszą jeszcze poćwiczyć, ale do występów amatorskich taki poziom zupełnie wystarcza :)
Aż sam się dziwię jak wygodnie siedzi się na gołych deskach. Obok huśtawki stanął stół, ława... nie wiem jak to nazwać. W każdym razie rzeźbione w dębowym pniu. Było z tym troszkę roboty, bo waży koło setki i nie bardzo chciał współpracować.
Zbytnio nie przesadziłem ze "zdobieniami". Najzwyczajniej wykorzystałem to co podpowiadał sam układ słoi. Zaletą tego pniaka jest to, że byle wiatr go nie przewróci, niestety w konfrontacji z nieuważnym przechodniem wygra drewno.
W uzupełnieniu do poprzedniego posta Frędzel we własnej postaci.
Dziś pokazał swój talent wokalny- śpiewał w duecie z syreną ochotniczej straży pożarnej. Do the voice of poland muszą jeszcze poćwiczyć, ale do występów amatorskich taki poziom zupełnie wystarcza :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)




